wtorek, 13 grudnia 2011

8.Żeby nie cierpieć, trzeba wyrzec się miłości.

Pozornie jestem szczęśliwa nawet moja własna siostra dla mnie jest złośliwa.Mimo to że jestem wrażliwa nie potrafię się otworzyć, wykreowałam własny świat i w nim do marzeń dążę. Pragnę spełnić swe marzenia, lecz nikt mnie nie docenia. Przez brak zrozumienia, charakter mi się zmienia. Nikt do mnie nie dociera poczułam się wyobcowana.Zamiast być wspiera, to przez swoich wszystkich bliskich wciąż oszukiwana, ale w końcu zauważyłam. Nikt nie wiedział, co się zdarzy przestałam marzyć, mam wszystkiego dość, chciałam inny świat zobaczyć. Nie potrafię se poradzić nawet w prostej sytuacji. Mocno zdesperowana, chcę samobójczej akcji, lecz nie jestem przygotowana. Wyciągnijcie z tego morał czy warto jest żyć. Na pewno nie łatwo, ale warto iść przed siebie wszystko to co zrobisz zależy tylko od ciebie.
Moje życie toczy się skrycie, o uczuciach nie opowiadam bo nie zostałam nauczona ufać w samotności. W domu w swym pokoju godzinami rozmyślam o swoim życiu, pochłonięta problemami przestałam wierzyć. Straciłam sens istnienia, wmówiłam
sobie, że nie chce żyć. W niebie będzie lepiej, gdy chciałam się pocieszyć bo w tym świecie nie mogę już wytrzymać. Przestałam wierzyć w swoje szczęście i nikt nie może go zatrzymać, choć za drzwiami jest rodzina ja samotna w bieli ścian, czuję się nie potrzebna. Mój każdy dzień jest szary, pochmurny i ulewny. Już byłam pewna na 100%, gotów przejść na drugą stronę, bo wszystko o czym marzyłam pozostało niespełnione. Moje serce zawiedzione zakochane platonicznie, nie wytrzymałam tego i załamałam się psychicznie. To był koniec, a wszystko było piękne.
Pisze ten ostatni list, nie mam do stracenia nic. Zerwana nadziei nić, pozbawiła mnie radości. W życiu byłam tylko widzem, w samotności, w bólu, smutku bez zrozumienia, bo nikt nie chciał poznać skutku mego wizerunku, który nie pasował
do natury, bo ja mogłam tylko marzyć, a ty zdobywać góry. Ja przeżywałem tortury, kiedy los ostrzył pazury. W mojej duszy ciągle chmury, u ciebie słonce świeci. Cieszysz się jak małe dzieci, a u mnie tylko płacz. Po raz trzeci ci tłumacze : doceniaj to co masz, w końcu przerażeniu w twarz, bo w rzeczywistość nie mogłam. Nie pierdol, że to znasz. Przecież to nie jest twój problem. To mój obłęd. Mam powody, no to co, że jestem młoda. Skończył się mój rozdział, ale los spotkał się ploty, zresztą w dupie mam dowody na to czy szczęście istnieje. Już czuję dotyk śmierci, skończyło się utrapienie.

Autorka własnych błędów i nieszczęść...

1 komentarz:

  1. niestety miłość zabija człowiek od środka... :(

    OdpowiedzUsuń